Nic nie dzieje się przez przypadek

Ostatnio miałam chwilę czasu żeby pomyśleć chwilę. I doszłam do pewnych wniosków.
Przyjechaliśmy do Irlandii z pięknym planem który wypalił tylko po części. Pracowałam w McDonalds co nie było do końca moją pracą marzeń, ale pozwalało mi zapłacić rachunki ;) Po drodze zaszłam w ciążę i okazało się że zostawienie Leny w żłobku lub z opiekunką przy stawce którą oferuje mi szef jest prawie nie wykonalne. Albo musielibyśmy mega kombinować ze zmianami co mogłoby nie wypalić, albo zostawiałabym 3/4 mojej wypłaty na opiekę młodej. A to przecież nie do końca o to chodzi.

Podjęliśmy więc decyzję że nie wrócę do pracy i zajmę się wychowaniem tego małego szaleńca który właśnie zjada chusteczki nawilżone na macie :) Złożyliśmy wnioski o zapomogę socjalną i idealnie może nie jest ale da się żyć ;)

Po drodze byłam już tak przybita siedzeniem w domu ( bo ile można iść na spacer cały czas w to samo miejsce….) że zaczęłam szukać możliwości wyjścia z domu. I tak trafiłam na zajęcia karmienia piersią a stamtąd dowiedziałam się o innych dziejących się w okolicy atrakcjach dla mam z dziećmi. Fitness z wózkami, mamo-dziecięce spotkania w różnym wieku. I tam też poznałam moją koleżankę Emmę a potem Marię. Mimo że Irlandczycy są bardzo przyjaznymi ludźmi w obyciu ale nie są zbyt chętni na zawieranie przyjaźni zwłaszcza z nowo-poznanymi ludźmi. Okazało się że ta grupa dziewczyn-mam przyjęła mnie chętnie do swojego grona. :)

Dalej dowiedziałam się o tym że będzie organizowana konferencja laktacyjna i włączyłam się w jego organizowanie, a także kurs doradcy laktacyjnego. Nie miałabym szansy dowiedzieć się o tym wszystkim i zainteresować tematem gdyby nie Lena i grupa Cuidiu.

I doszłam do wniosku że nic się nie dzieje bez przyczyny. Czasem mamy ciężką sytuację i nie widzimy tego co jest za zakrętem. Tak było u nas. A za zakrętem pokazała się szeroka droga z mnóstwem możliwości i ścieżkami w różne strony.

I na prawdę za zakrętem świeci słońce! Wystarczy dalej iść i się nie zatrzymywać, bo ja usiądziemy i będziemy rozpaczać nad tą obecną ścieżką to nie znajdziemy tego co na nas czeka!

Do zobaczenia!

Grannagh Castle

Z okazji pięknej pogody postanowiliśmy przejechać się na krótką wyprawę. Nie chciałam od razu jechać do oddalonego o 12 km Tramore. Znalazłam więc 6 km od nas Grannagh w którym znajdują się ruiny zamku :)

Jednocześnie Tomkowi i Natalii nie powiedziałam gdzie jedziemy żeby zrobić niespodziankę. Droga szybko nam minęła. Lena usnęła błyskawicznie w przyczepce. Tuż pod samym zamkiem Tomek złapał gumę niestety, ale nie przeszkodziło nam to w zrobieniu pikniku na dziedzińcu zamkowym.

Rozłożyliśmy koce, wyciągnęliśmy jedzenie i posiedzieliśmy ciesząc się piękną pogodą. Poszukałam informacji w internecie na temat tego zamku i jego historii. Pograliśmy w grę planszową i pozwiedzaliśmy to co się dało zobaczyć w środku.

Lena była zachwycona mogąc siedzieć na świeżym powietrzu, zjadła trochę banana rozmazując część po całych spodniach. no ale od czego jest dzieciństwo jak nie od swobodnej zabawy nawet jeśli oznacza to brudne ubranie.

Dodatkowo korzystała z nowo poznanej umiejętności i z zapałem siedziała poznając wszytko dookoła z innej perspektywy.

Wracaliśmy pieszo jako że powietrza w kole nie było w ogóle.

zamek

Do środka wieży wejść się nie udało jako że schodów nie było i wejście zamurowane. :)

ale pierwszy piknik w życiu Lena ma zaliczony.

Naturalnie leczenie

W ostatnich dniach załapałam jakieś pasudztwo. Zaczęło się bólem głowy, potem lekki katar i zaczęło mi się rzucać na gardło i oczywiście jak to u mnie zazwyczaj jest doszła ropa.
Jako że był to piątek i do lekarza ani tego dnia ani przez cały weekend się nie dostanę musiałam zadziałać naturalnie.

Przeszukałam różne fora, informacje i artykuły.

Zdecydowałam się na kurację nieco niesmaczną ale taką która powinna zadziałać. I tak: piłam dużo mieszanki miodowo-cyrtynowo-malinowej. Łykałam propolis i witaminę C. I dodatkowo płukałam gardło najgorszą mieszanką jaką chyba próbowałam.

Szklanka zaparzonej szałwii, łyżka octu jabłkowego, łyżeczka soli kuchennej i 15 kropli propolisu. I taką mieszanką płukałam gardło 2-3 razy dziennie. I w przeciągu 2 dni wybroniłam się przed pewnym antybiotykiem.

Obecnie nadal jeszcze czuję że muszę kontynuować kurację, ale uważam że w porównaniu z kuracją antybiotykiem która powinna być wybierana tylko i wyłącznie w ostateczności. Nie lubię antybiotyków bo osłabiają organizm i długo tak na prawdę trzeba czekać na efekt.

Jestem zachwycona tą kuracją. Polecam każdemu kto czuje się źle i zbiera mu się angina.

Dodatkowo mój mąż niestety zaczął się także czuć niezbyt dobrze. I mieliśmy ten sam problem że przez weekend nie ma żadnego lekarza. Zafundowałam mu kurację 3 dni z grzańcem piwnym. Twierdził że takie piwo mu nie smakuje, ale pomogło. ;)

taki grzaniec robię tak:

wlewam piwo jasne do garnka. Dodaję do tego łyżkę miodu, goździki, cynamon, imbir, cytrynę i przyprawę korzenną jeśli mam. I to doprowadzam do podgrzania ale nie gotuję.

No i po tym weekendzie przypadłości mu minęły. :)

No cóż. Idziemy dalej i leczymy się.

Ząbkowanie

Lena ząbkuje!

Od kilku tygodni strasznie marudzi, płacze i co najważniejsze i najtrudniejsze nie śpi!

Wiem że byliśmy rozpieszczeni przez nią jak przesypiała nocki, ale obecnie niestety pobudka pierwsza jest koło 1 w nocy a potem co pół godziny. W akcie desperacji wzięliśmy ją do siebie do łóżka po pierwszej pobudce, ale czasem nawet to nie działa. Budzi się bo jest głodna, bo chce sobie łyknąć trzy łyki mleka, bo chce się przytulić… Masakra. Mi by na prawdę nie przeszkadzało budzenie się co np 3 godziny. Ale co pół godziny jest ciężko. Na prawdę jest ciężko.

W akcie desperacji kupiłam również opaskę z bursztynu na nóżkę.

bransoletka

O takich bransoletkach słyszałam już kiedyś bardzo dobre opinie. Zwalczają stany zapalne, bóle, pomagają zwalczać infekcje. Mam nadzieję że zadziałają i ząbkowanie stanie się przyjemniejsze ;)

Na szczęście dzisiaj zauważyłam dwie takie białe plameczki na dolnych dziąsłach i to powinno znaczyć że szybko się wybiją i będzie po krzyku.

To co bardzo pomaga jej ząbkować jest zimna marchewka i wszelkie gumowe gryzaki. Uwielbia je tarmosić.

I drogie mamy!!
apel do Was. Nie bójcie się mieć dość. Nie bójcie się być wykończone. Karmię młodą piersią i po tych kilku tygodniach na prawdę mam dość. I przyznaję się do tego. Mamy prawo powiedzieć potrzebuję odpoczynku!

Oczywiście że jak Lena spojrzy na mnie swoimi pięknymi oczkami i się uśmiechnie to od razu chce się żyć, ale jestem czasem na prawdę na skraju sił :)

Miłego dnia życzymy z Lencią!

Jedzenie Leny, nowe umiejętności, powrót do domu.

Od świąt następne trzy tygodnie byłyśmy z Leną w Polsce. Zależało nam żebyśmy mogli jeszcze się zobaczyć kilka razy więcej z rodziną i znajomymi. Udało się to pięknie. Lencia chyba jeszcze tyle nie jeździła. Po drodze stwierdziłam że Poznań jako miasto nie jest przystosowany do podróżowania z wózkiem i małym dzieckiem komunikacją miejską. Niestety tramwaje w większości są wysokie no i jeżdżą nadal te stare tramwaje całościowe do których nie ma możliwości wejść z wózkiem. Dlatego też po Poznaniu w większości pomykałyśmy z chustą ;)

Lena stopy

Tak jak widzicie Lena zaczęła bardzo chętnie zjadać własne nóżki. Zaczęło się od chwytania kolanek, potem zobaczyła że tam coś dalej jest i zaczęła sięgać. A obecnie z zapałem wcina stópki jak tylko ma okazję :)

Po powrocie z Polski poczekałam jeszcze tydzień i zaczęłam rozszerzać jej dietę. Powoli, po kawałeczku.  Mieszam BLW (o tym więcej w kolejnych wpisach) z papkami. Młodej podobają się obie metody więc jest ok. Dostała ziemniaczka z dynią który bardzo smakował, jabłuszko do possania nad którym pracowała dobre 10 min a my mogliśmy w tym czasie zrobić nas obiad. Makaron który wylądował wszędzie poza tacką i ziemniaka poduszonego. :) Najśmieszniejszą reakcję miała na banana z ryżem. Po prostu było widać że jej to nie smakuje mega.

Tutaj z jabłuszkiem.

jabłuszko

A tutaj dynia z ziemniakiem.

dynia

Dodatkowo zaczęła się kulać w dwie strony już. Co oznacza dokładnie tyle że mąż nie mógł się nadziwić jak bardzo ona się zrobiła ruchliwa. :) wędruje praktycznie gdzie chce mimo że jeszcze się nie czołga. :)

Ostatnio oglądała mecz z pokoju.

mecz

Zapomniałabym powiedzieć jak mnie mój kochany mąż przywitał jak przyjechałam do domu! Zrobił przepyszny obiad składający się z kremu pomidorowego i łososia w sosie cytrynowo koperkowym. No i ciasto. Ja to mam dobrze. :)

pozdrawiamy wszystkich!

Natalia przepraszam ale musiałam :P

Lena

To był dobry dzień :)

Czasem mamy dobry humor, czasem nieco gorszy. A czasem cały dzień jest taki nijaki. :)

 

Wczorajszy dzień był taki sobie. Ale zakończył się bardzo miło.

Jest wiele forów w internecie na Facebooku. Sama należę do kilku z nich. I wczorajszy wieczór na jednym z nich gdzie poznałam przekochane dziewczyny które są gotowe pomóc „nieznajomym” z forum i gdzie nie ma atmosfery kłótni i wyzywania.

I właśnie na tym forum jestem matką laktoterrorstką ( ;) ) oraz matką chustozakręconą. Promuję obydwie rzeczy z pełnym zacięciem i zaangażowaniem. Czasem już się nie chce. Czasem już ma się dość odpisywać po raz 1000 te same informacje, czasami się człowiek wkurza że proste komunikaty nie chcą docierać. Ale mimo to uważam że warto odpisać, nawet jak się nie chce. Czasem właśnie taka wiadomość może komuś pomóc nie zaprzestać karmienia piersią albo przekonać kogoś do noszenia w chustach. :)

I największą satysfakcją jest jak dziewczyna załamana „bo dziecko wisi na piersi i na pewno jest głodne” „bo dziecko płacze i nie wiem co zrobić” „bo cały czas chce być na rękach” „bo mam słaby pokarm”. Odpowiedzi często są bardzo podobne do siebie. Ale dzięki odpowiedzi nawet jeśli 1/3 dziewczyny nie zrezygnują to wyzwala takie pokłady satysfakcji że ma się ochotę dalej pomagać! :)

 

Zwłaszcza że często za ekranem komputera po drugiej stronie siedzi młoda przestraszona mama która nie wie co robić.

 

Dlatego mój apel do wszystkich dziewczyn które plują jadem na forach na facebooku:

Lepiej napisać to co chcecie w normalnych słowach nie oskarżających i obrażających! Pomyślcie czy sami chcielibyście usłyszeć że jesteście głupi!

 

MIŁEGO DNIA!!!

Zapraszam na

FB https://www.facebook.com/Koty-i-inne-zboczenia-1035774139818018/?ref=bookmarks

YT: https://www.youtube.com/channel/UC1eUwK-aN77nKhFrEAh8FsA

2016-02-27 11.15.48

Polski ZUS, mała Lencia i chusty!

Zacznę może od tej najbardziej denerwującej informacji. Papiery o pieniądze na macierzyński złożyłam już dawno temu. Jeszcze we wrześniu żeby wszystkie papiery zdążyły przejść. Okazało się że nie mam wystarczającej ilości składek w Irlandii więc część papierów została wysłana do Polski do ZUS-u.

Nasz cudowny, kochany i najlepiej pracujący na świecie urząd zaczął swoją machinę. Okazało się że pracodawcy w Polsce nie wyrejestrowali mnie z dobrowolnych składek zdrowotnych przez co pani w Zusie nie mogła wystawić zaświadczenia o ilości tych składek. Rozesłała więc prośbę do odpowiednich oddziałów. I te oddziały wysłały pisma do płatników. Niestety nie każdy płatnik odpowiada na takie listy. Tak więc czas trwania wszystkiego wydłużał się strasznie jako że oni wysłali pismo, dwa tygodnie awizo leżało na poczcie, po czym wracało do oddziału. Po czym drugi raz wysyłali pismo. I tak dalej…

Kiedy tylko się dowiedziałam jak to wszystko wygląda poskładałam odpowiednie oświadczenia. Jednak zanim Zus poprzesyłał sobie wszystko między oddziałami minęło znowu sporo czasu. I już był styczeń. Moje macierzyńskie kończy się w kwietniu i od 4 miesięcy powinnam otrzymywać pieniądze.

W końcu dowiedziałam się że papiery dotarły tam gdzie powinny. ALE (!). Muszą poczekać 30 dni na uprawomocnienie. Czyli de fakto poleżeć sobie na półce i poczekać. Więc otrzymałam informację że papiery zostały wydane 8 lutego a więc 8 marca się uprawomocnią i będą mogły zostać wydane dalej. Jednak 8 marca papierów jak nie było tak nie ma.

Otóż to jest 30 dni ale od momentu kiedy ubezpieczony i płatnik odbiorą pisma! czyli najwcześniej się to stanie 20-25 marca!! L:icząc jeszcze dwa tygodnie na dotarcie papierów do Irlandii… cudownie. Pieniądze dostanę po moim macierzyńskim….

Moja rada. Sprawdzajcie swoje papiery! Bo potem jest taki a nie inny bałagan!

 

Masakra!!

 

2016-02-27 11.15.48 2016-03-06 11.52.26

 

Mała Lencia nie jest wcale taka mała. :) Obecnie pewnie waży już powyżej 9 kg i nosi ciuszki na rozmiar 6-9 miesięcy!

Jedyne co mnie lekko niepokoi to mała płaskość z tyłu jej głowy. Pani pielęgniarka na wizycie kontrolnej nam to wskazała. W związku z tym idziemy kontrolować główkę w tym tygodniu do fizjoterapeuty.

 

I na koniec o chustach!

Niech nikt nie mówi że chusty nie uzależniają! :) mamy jedną niebieską pasiaczkę LennyLamb i mam ochotę na więcej. :)

W ostatnim czasie więc udało mi się kupić w dobrej cenie używaną chustę kółkową!

Piękna kolorystycznie i jaka wygodna ;)

 

2016-03-11 13.14.39

Odbyłam kilka rozmów w ostatnim czasie na temat noszenia w chustach i zalet noszenia.

Wiele osób boi się że dziecko się przyzwyczai. Ale jak ono ma się przyzwyczaić skoro przez 9 miesięcy nie leżało w łóżeczku czy w bujaczku ale było NOSZONE przez mamę. I teraz łatwiej mu się uspokoić czując podobne kołysanie, słysząc bicie serca i czując ciepło ciała.

Do tego w moim przypadku Lena była dzieckiem nieodkładalnym przez pewien czas. Wózek parzył w plecy, ewentualnie mogła leżeć ale tuż koło mnie. I nosząc w chuście zapewniłam jej tą potrzebę bliskości i bezpieczeństwa której potrzebowała. :) I obecnie fajnie jest się bawić na macie, wózek czasem jest do przeżycia. I okazało się totalnie przeciwne to co ludzie mówią. Nie przyzwyczaiła się. Nie wymusza noszenia.

2016-03-12 11.40.57

 

 

Na prawdę nie bójcie się nosić!

Kilka powodów dla których nosić:

 

- blisko mamy = bezpiecznie = dziecko mniej płacze

- dziecko obserwuje świat  i uczy się różnych rzeczy z bezpiecznego miejsca

- szybciej uczy się mówić bo słyszy cały czas na bieżąco jak rozmawia rodzic

- wygoda dojścia tam gdzie nie wjedzie wózek

- ręce wolne

- dziecko szybciej usypia

- tata może tworzyć swoją więź z dzieckiem nosząc.

 

To tylko kilka plusów :)

 

 

Serdecznie zapraszam

FB: https://www.facebook.com/Koty-i-inne-zboczenia-1035774139818018/

 

YT : https://www.youtube.com/channel/UC1eUwK-aN77nKhFrEAh8FsA

 

 

Dzięki! Do następnego!

Wielkie osiągnięcia

jak to śmiesznie wygląda jak takie małe dziecko się uczy. Śmiejemy się z mężem że to tak jak gramy w gry i rozwijamy postać. I jak klikniemy na jakąś umiejętność to nagle postać umie np. strzelać z łuku. I tak samo ma małe dziecko. NAGLE nauczyła się chwytać zabawki. tak po prostu z dnia na dzień. I jak wiele człowiek sam się może nauczyć. Że to wcale nie jest takie proste żeby leżeć na brzuchu i podnieść głowę. My nawet o tym nie myślimy jak dużo mięśni trzeba aktywować i ile siły w to włożyć…

 

Albo jak się przewrócić się z pleców na brzuch. Przecież to proste :) A jednak mała Lencia nadal się tego uczy. I już raz jej się udało, ale jak obecnie próbuje to wychodzi tylko do połowy :P

2016-02-06 14.46.13

 

Po drodze byliśmy w Polsce ;) mała była lalunią u wszystkich cioć i wujków i oczywiście czarowała uśmiechem jak tylko mogła ;)

2016-02-12 10.16.15

 

***

 

I na mnie też przyszedł czas na zmiany ;)

kolor włosów kurczak plus poszedł sobie pa pa ;) Teraz jest karmelowy blond :)

 

IMG-20160219-WA0002

 

Byłam całkiem w szoku  że jedna farba starczyła na całe moje włosy :)